Świnka PEPA
Jeśli ktoś jej jeszcze nie zna - to taka nasza koleżanka
Syntetyczna i lekko śmierdząca, lecz potrafi być urocza. Ona w nazwie kryje to, czego w modzie powinniśmy unikać. Wszędzie jej pełno, szczególnie w sieciówkach.
Co wchodzi w skład PEPY?
Poliester
Choć to jeden z najpopularniejszych materiałów w sieciówkach, niestety nie grzeje tak dobrze, jak naturalne tkaniny i może potęgować pocenie się. W kontakcie ze skórą nie przepuszcza powietrza, co sprzyja powstawaniu nieprzyjemnych zapachów. Z drugiej strony sprawdzi się w strojach kąpielowych, sportowych kurtkach czy puchówkach – tam, gdzie liczy się odporność na wilgoć i szybkie schnięcie.
Elastan
Znasz go z legginsów czy obcisłych topów, bo daje ubraniom pożądaną sprężystość. Problem pojawia się, gdy stanowi większość składu – wtedy skóra nie oddycha, a ubranie szybciej się niszczy. Elastan bywa przydatny w drobnych ilościach (np. 2–5% w dżinsach), ale unikaj ubrań, gdzie jest go za dużo, by nie fundować sobie dyskomfortu i sztucznego efektu.
Poliamid
Często spotkasz go w rajstopach, strojach kąpielowych i lekkich kurtkach. Wyróżnia się wytrzymałością i szybkim schnięciem, ale nie zapewnia takiej izolacji cieplnej i przyjemności noszenia, jak naturalne włókna. Jeśli szukasz odzieży na chłodniejsze miesiące, postaw raczej na wełnę albo bawełnę z domieszką elastanu niż na czysty poliamid, by było Ci ciepło i wygodnie.
Akryl
Wygląda jak wełna, ale niestety to tylko złudzenie. Akryl nie ma właściwości grzewczych naturalnego włókna i szybko się mechaci. Swetry z akrylu nie przepuszczają powietrza, przez co skóra nie oddycha, a Ty możesz czuć się niekomfortowo. Lepiej zainwestować w ubrania z domieszką wełny (np. merynosów) lub alpaki, by naprawdę poczuć przyjemne ciepło i komfort.
Przed zakupem
Pomyśl zanim kupisz kolejną, niepotrzebną rzecz.
Czy zdarzyło Ci się kiedyś kupić ubranie, a po powrocie do domu zastanawiać się, po co właściwie to zrobiłaś? Dzisiejszy świat podsuwa nam tysiące bodźców: promocje, nowe kolekcje, liczne „okazje”. Warto jednak czasem zwolnić, aby nie dać się złapać w pułapkę nieprzemyślanych zakupów. Oto 10 pytań, które warto sobie zadać przed włożeniem kolejnej rzeczy do koszyka.
Zapamiętaj
Przed lustrem – czy to oby na pewno miłość?
Znasz to uczucie, gdy wchodzisz do sklepu i wszystko nagle wydaje się niezbędne? Przyciągają nas nowe kolekcje, promocje i piękne wystawy. Warto jednak na chwilę się zatrzymać i zapytać: czy naprawdę tego potrzebuję, czy mam już coś podobnego w szafie, czy planuję to nosić na co dzień czy tylko na jedno wyjście. Taka krótka refleksja pozwala uniknąć sytuacji, w której w domu orientujesz się, że kupiłaś piątą bluzkę w podobnym odcieniu i fasonie. Po co niepotrzebnie zagracać szafę i wyrzucać pieniądze w błoto.
Metki – Twoi najlepsi doradcy
Kiedy już poczujesz, że dana sukienka czy spodnie przyciągają Twoją uwagę, zerknij na metkę. Skład mówi o ubraniu więcej niż tysiąc reklam. Jeśli widzisz głównie poliester, akryl czy inne syntetyki, zastanów się, czy taka odzież faktycznie grzeje, czy będzie przyjemna w dotyku i czy nie zniechęci Cię po paru praniach. Warto też ocenić, w jakich stylizacjach daną rzecz połączysz. Jeśli masz w głowie co najmniej kilka pomysłów, to znak, że zakup ma sens. Ale jeżeli kupujesz coś tylko dlatego, że wpadło Ci w oko i nie wiesz, z czym to nosić, istnieje ryzyko, że za chwilę ten „hit” wyląduje na dnie szafy.
Gdy coś idzie nie tak – masz prawo do reklamacji
Przed wyjściem z przymierzalni pomyśl o tzw. kosztach noszenia. Droższe buty, które przetrwają kilka sezonów, mogą bardziej się opłacać niż tańsze, które po paru tygodniach zaczną się pruć. Przyjrzyj się też wykończeniom: czy szwy są równe, a materiał miły w dotyku. Jeśli cokolwiek wzbudza Twoje wątpliwości, lepiej odpuścić. Oczywiście nie zapominaj o swoich prawach – jeśli coś mimo wszystko okaże się wadliwe, masz możliwość reklamacji. Pamiętaj też, że świat nie kończy się na sieciówkach. Second handy i platformy z używaną odzieżą to świetny sposób na znalezienie perełek, które wniosą do Twojej szafy odrobinę oryginalności i pomogą odciążyć środowisko.
Ocet
Płyn do płukania pachnie ładnie, to fakt, ale jego historia w gruncie rzeczy sprowadza się do tego, byśmy… kupowali kolejne butelki.
Mało kto mówi głośno o tym, że płyny zmiękczające oblepiają włókna ubrań, utrudniają przepływ powietrza i sprawiają, że nasze ciuchy starzeją się w ekspresowym tempie. Do tego dochodzi jeszcze negatywny wpływ na środowisko – liczne chemikalia, barwniki i mikrodrobiny, które trafiają do wody, a potem lądują w ekosystemie.
Alternatywą jest ocet!
Korzyści
Ocet brzmi może mniej ekskluzywnie niż pachnący płyn w pastelowej butelce, ale za to naprawdę działa i nie kosztuje fortuny. Ocet skutecznie zmiękcza tkaniny, usuwa resztki proszku, a przy okazji chroni kolory i zapobiega osadzaniu się kamienia w pralce. W dodatku wystarczy dodać kilka kropli ulubionego olejku eterycznego, by po skończonym praniu nie unosił się charakterystyczny zapach octu.
Jak to zrobić?
Wlej ocet do przegródki na płyn do płukania – dokładnie tam, gdzie normalnie znalazłby się sklepowy płyn. Dodaj kilka kropel olejku, żeby nadać praniu miły zapach. Następnie ustaw pralkę tak, jak zawsze. Ot, cała filozofia. Twoje ubrania wyjdą miękkie, odświeżone i dłużej będą wyglądać jak nowe.
Wybierając ocet, nie tylko oszczędzasz pieniądze, ale również ograniczasz zużycie syntetycznych środków, które mogą szkodzić środowisku. To taki mały krok, który sumarycznie robi ogromną różnicę – i dla Twojej szafy, i dla naszej planety.